Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Majówka 2019 na Pogórzu Kaczawskim.
#9
5.
Nadszedł wreszcie czas na pielgrzymkę na Śląską Fudżijamę. Tak nazywana jest Ostrzyca Proboszczowicka, najwyższe wzniesienie Pogórza Kaczawskiego (501 m npm). To stary (i mam nadzieję, że już nie jary) wulkan, przyciągający spojrzenia, obiektywy oraz piechurów. Kształt ma iście fudżijamski!

[Obrazek: AOpTaOZkL8HfvhD07ayN38T1SDMS9qxbgKxheQSg...66-h800-no]


Wejście nie zajmuje więcej niż godzinę, licząc z popasem i wizytami w krzaczkach. Pod samym wierzchołkiem robi się bardzo bazaltowo. Rezerwat obejmujący tę górę chroni m.in. bazaltowe gołoborza, należące w naszym kraju do unikatów geologicznych. Po gołoborzu chodzić nie wolno, ale gdyby było wolno, to chodziłoby się bardzo chwiejnie, więc nie warto Smile

[Obrazek: xsV8VofsoHEPGEQHP0i77xJ2QafB0IqmZc3JYb-a...66-h800-no]


No i w końcu, ludzie-ludziska, wlazłam!!!!!

[Obrazek: 8Shk3OWkC9oH5XIMjfXO5MInqNjXU1X39SZ_3S7Q...66-h800-no]


Mój Pan i Władca zasiadł na tronie i rozmyślał nad losem jarzyny...

[Obrazek: yO3IknvXI-TXpdtEGhpPYK3chIiNBa9-M_L2LRUQ...66-h800-no]


Gdy już zeszliśmy z nieba na ziemię, podjechaliśmy na małą stacyjkę, by nakarmić głodny bak. I tam zwątpiliśmy w to, że jesteśmy na naszej planecie. Aż się musieliśmy uszczypnąć...

[Obrazek: DDVppWj6V9lT1fEkA6rnWOfk94cOAYqdGM39rntC...67-h800-no]


W pobliskich Twardocicach natrafiliśmy na ciekawostkę historyczną w postaci rozsypującego się już na ostatnie okruchy kościoła szwenkfeldystów. Ki diabeł ci szwenkfeldyści? To jakiś odłam ewangelików, których zagorzali jezuici przepędzali skąd tylko mogli. Zadekowali się więc biedni szwenkfeldyści w Twardocicach i postawili sobie na przełomie XVII i XVIII wieku olbrzymi kościół (mogło się tam zmieścić aż 11000 wiernych, pewnie "na śledzia" i warstwami, ale zawsze). Niestety, służył im niedługo, gdyż zostali namierzeni i po raz kolejny przepędzeni. I tak sobie stoi po dziś dzień świątynia wyklętych i straszy... Prawdę mówiąc lepiej po tych ruinach nie łazić, bo przy mocniejszym podmuchu wiatru ażurowa od ubytków wieża może runąć i utrzeć nosa ciekawskim.

[Obrazek: cNYzdB6lxLk49yWvzOl8_n0trvvuYX4RbpE1wGC7...4-h1058-no]


Nie muszę chyba jednak mówić, że ja tam poszłam i bawiłam się świetnie. Najbardziej podobało mi się "zielone patio" czyli wnętrze kościoła.
Las w kościele - tego jeszcze nie przerabiałam!

[Obrazek: 6-0tcpYX7PfXSeMBXsa69f1IT2FQGaRqFlWa16ba...66-h800-no]


Czas leci, drogie dzieci!
cdn
Odpowiedz
#10
6.
Może nie w ścisłym peletonie, ale na pewno w czołówce polskich zamków znajduje się późnogotycki zamek Grodziec wzniesiony na starym "zdeptanym" wulkanie w dzisiejszej dolnośląskiej wsi o tej samej nazwie. Dzięki powulkanicznemu ukształtowaniu terenu widać go już z daleka. (A jak kto nie może go namierzyć, to zachęcam do lupki albo mocniejszych okularów Smile

[Obrazek: a8hfPJFQdiNa3hqB8rqK77J9mIY4Lky6e766bhlw...67-h800-no]

Zamek Grodziec to dobrze zachowane i utrzymane pół-ruiny, to znaczy jest duża, w całości zachowana część z wnętrzami, gdzie zebrano trochę eksponatów, ale są także fragmenty dawnych murów i wież mocno nadjedzone zębem czasu. Od strony bramy głównej prezentuje się nieźle.

[Obrazek: tkrPpEVSnujrsc2m8AXpB43M1IdGRb2j4TVkP5uw...67-h800-no]

Naszym celem było zwiedzanie, trafiliśmy jednak na kilkudniową majówkę, przez co musieliśmy znosić występy lokalnych "artystów". Młodych, zdolnych i urodnych artystów na Dolnym Śląsku chyba nie mają... Na zamku Grodziec urządzono spęd stukilogramowych babć, które ryczały do mikrofonu w stylu folk, no i - mówiąc bez ogródek - rzępołów w kapeluszach, którzy niemiłosiernie fałszowali nie tylko na instrumentach strunowych, ale także na... bębnach (co jest, przyznajcie, sztuką). W głębi ducha popieram regionalną działalność artystyczną i rozumiem, że zespoły chcą występować na imprezach, ale powiem szczerze: przyjemnie nie było. Pomóc w rozluźnieniu napiętych nerwów mogło tylko piwo, jednak ziąb panował taki, że jakoś się go nie chciało pić.

Wielkim atutem zwiedzania zamku Grodziec jest długi spacer po krużgankach, z których można podziwiać widoki na dziedziniec, mury i wiosennie "pomalowaną" na zielono oraz żółto okolicę. Polecam!

[Obrazek: LxADnmpgVr2PrA-RIchmXU_USmlimZ4xPo27Ani7...67-h800-no]

[Obrazek: NoFzab8kgvFiQ-s8Puu28ucdb3BRFUlt2bxCYd1h...66-h800-no]


Po zabawach na zamku ruszyliśmy w przyrodę. W internecie znalazłam zdjęcie fantastycznych słupów bazaltowych, tworzących malownicze urwisko (ponoć najładniejszą ścianę bazaltową w tej części Europy). Musiałam ich dotknąć własnym palcem! Miejsce, o którym mowa nazywa się Łomnik i znajduje się niewiele drogi na północny wschód od Jawora. Kiedyś był to kamieniołom, dziś jest to... dzikie wysypisko śmieci. O cud natury nikt nie dba - może dlatego, że w Krainie Wygasłych Wulkanów co kamieniołom, to bazaltowe słupki, a kamieniołomy są na każdym niemal wzgórzu? Jakoś udało się nam tam dotrzeć, chociaż zaparkowaliśmy samochód na śmietnisku i idąc też brodziliśmy w odpadkach. Ale warto było powdychać trochę śmieciowego fetorku. Ścianka naprawdę jest piękna!

[Obrazek: TI3RJsvgCtHUqqAx07vrw45mxivBCoAdThALPV8b...66-h800-no]


Ostatnią atrakcją geologiczną dnia były tzw. porwaki piaskowcowe. Są to kawały piaskowca porwane i zatopione przez lawę, które nabrały nietypowej struktury - w tym wypadku znowu słupkowej. Odszukanie najładniejszego porwaka zajęło nam trochę czasu, ale udało się. Oto on: kamienne jajo z niespodzianką!

[Obrazek: NU4jQ2KSP_kF8kIH2EonA41c7bBQGzY4bI8N8jvP...67-h800-no]


W pobliżu naszego porwaka były inne skałki bazaltowe, tyz pikne.

[Obrazek: s3zFoeNYBN_LlP7HrIFfNIWci-ETZc9cKNXaSpxp...67-h800-no]


Na koniec pojechaliśmy na spacer do rezerwatu Wąwóz Lipa w Parku Krajobrazowym Chełmy. Rezerwat taki sobie, w każdym razie my nie znaleźliśmy nic specjalnego, chociaż szukaliśmy bardzo dokładnie - PEŁZAJĄC Z LUPĄ!

[Obrazek: XjKivQc7GRfzN_5GrKkmG3ES-_AbkLGvzxJN56kV...67-h800-no]

I tak pracowicie minął kolejny majówkowy dzień Smile

cdn.
Odpowiedz
#11
7.
Niezwykle ciekawymi zabytkami na Dolnym Śląsku są pozostałości murowanych szubienic. W XVI i XVII wieku stawiano je w Europie gdzie popadnie. Niektóre były prawdziwymi miejscami kaźni, inne tylko straszakami. W XVIII wieku zmieniły się poglądy, a wraz z nimi prawo, wskutek czego Europę ogarnęła fala burzenia szubienic. Niektóre przetrwały dla potomnych, przynajmniej częściowo. W Polsce można zobaczyć kilka przybytków tego typu, z czego właściwie tylko dwa zachowały się na tyle dobrze, że nie trzeba sprawdzać w internecie, jak wyglądały i jak z nich korzystano. Jedna z murowanych szubienic, XVII-wieczna i najlepiej zachowana, znajduje się na Pogórzu Kaczawskim we wsi Wojcieszów. Druga jest w Miłkowie (też Dolny Śląsk). My pojechaliśmy do Wojcieszowa.

Za wsią, dosłownie u płota chałupy w lasku, znaleźliśmy smardze, które stały się wielką atrakcją tego wyjazdu. Od 2014 roku smardze wolno zbierać w parkach i na posesjach, więc uznaliśmy, że jesteśmy właśnie w takim dozwolonym miejscu i rzuciliśmy się na kolana. Zebraliśmy uroczą dwudziestkę, z której potem zrobiłam pyszny sos do makaronu, ze śmietaną i masełkiem, z dużymi kawałkami grzybów. Kto jadł smardze ten wie, że ich smak jest niepowtarzalny. W naszym odczuciu smakowały... mięsem, takim duszonym z grzybami, ale ani suszonymi, ani świeżymi. 

[Obrazek: sgtIMrk7dJpbScN-XDcSE2eCvI0CpL6yTYANoyaO...66-h800-no]


Żeby móc sobie zrobić fotkę na fejsa z prawdziwą szubienicą, trzeba cierpliwie wspiąć się po mało używanym, zarośniętym i wkurzająco stromym podejściu na przełęcz pod szczytem Zadora. Można też skorzystać ze ścieżki rowerowej i tak robi większość ludzi, ale to akurat nie nasza bajka. Szubieniczka jest niczego sobie, ma 7 m średnicy i 6 m wysokości, posiada wszystkie cztery filary, a obok jest tablica z jej historią i objaśnieniami. Dawniej nie otaczał jej las, bo musiała być dobrze widoczna z daleka, włącznie z wisielcami, którzy dyndali w podmuchach wiatru, aż ciało rozpadło się i wysunęło z pętli. Grzebano ich byle gdzie, z reguły zakopywano u stóp szubienicy. W Wojcieszowie nie znaleziono żadnych grobów, więc archeolodzy uważają, że być może w ogóle nie dokonywano tu straceń, a szubienica stała jedynie ku przestrodze w pobliżu dużego traktu, który tędy przebiegał.

[Obrazek: ybQ5aeYiXMIDQio2lchtpqic3D5kVIINJhX1kwsX...66-h800-no]


Powrót spod szubienicy musiał się - bo tak jest zawsze, gdy na wycieczkę idzie mój małżonek - odbyć inną drogą. I jak zwykle, mając mapę i GPS-a, wylądowaliśmy nie tam gdzie trzeba - w tym wypadku na skraju urwiska dawnego kamieniołomu w Wojcieszowie. Widoczek na wieś otoczoną górami wynagrodził nam dodatkowe kilometry, które potem musieliśmy przekręcić, żeby wrócić do samochodu.

[Obrazek: 81DPQTTMKs6gI4m1_jlU3g-lSPsEXmczicj4PRSe...66-h800-no]

Na dole spotkała nas kolejna nagroda:

[Obrazek: 3riXQa7541xbFONl72jJVjGfzKVhkEo4z4iUd6ns...66-h800-no]


Skoro już mowa o szubienicach i deszczowej pogodzie, to warto wspomnieć inną naszą wycieczkę, tym razem bardzo poważną: do Muzeum Obozu Koncentracyjnego Gross Rosen. Muzeum to właściwie teren obozu ze wszystkim, co się tam ostało, plus zalane kamieniołomy, w których pracowali więźniowie. Oczywiście jest też pawilon z fotokopiami dokumentów i zdjęciami, opowiadający historię obozu (i warto sobie te dokumenty dokładnie przestudiować, wnioski wyciągają się same). Całość mieści się w Rogoźnicy, 20 km od Jawora.

Gross Rosen uważane jest za jeden z najcięższych, jeśli nie w ogóle najcięższy obóz pracy dla więźniów, którzy - jak twierdzili naziści - poprzez pracę podlegali resocjalizacji. Nie oszukujmy się: resocjalizacja polegała na odejściu z tego świata po średnio 5 tygodniach nadludzkiego wysiłku w kamieniołomie, na racjach żywnościowych mniejszych niż dzisiejszy normalny (to znaczy średniej wielkości) obiad. W ten sposób zginęło około 40 000 ludzi, głównie Polaków, Żydów (z różnych państw Europy) i Rosjan (jeńców wojennych).

Dziś kamieniołom mruga niebieskim oczkiem i wydaje się całkiem niewinny...

[Obrazek: _kQeUftbDZXX0XY7ZxLvN6yUKdUSoneJklR3TyoX...67-h800-no]


Do obozu prowadziła brama ze znajomym napisem "Arbeit macht frei". Gdy przekraczał ją nowy transport więźniów, z głośników - tak jak w Auschwitz - rozlegała się dziarska muzyczka. 

[Obrazek: mdaJRc-Sq2tc_CRFjp8xj8BfaxpBSjQQqXpgrgl7...67-h800-no]


Należy podkreślić, że Gross Rosen nie był to obóz masowej zagłady, tylko obóz pracy, więc komór gazowych nie było. Ludzie jednak ginęli z wycieńczenia i chorób, a z ciałami coś trzeba było zrobić. Do "utylizacji" zwłok służyło małe krematorium (to czarne):

[Obrazek: 5wtN7twhYeXmbKPRasVbqtVnC6c7Yo2RzqAiCean...67-h800-no]


Zdarzało się jednak, że zezwierzęceni hitlerowcy kogoś zamordowali po prostu dla zabawy. Zdarzało się też, że "za niesubordynację" wykonywano wyrok śmierci na więźniu, strzelając do niego albo - częściej - wieszając go na placu apelowym, gdzie wisiał dosyć długo ku przestrodze. Do wieszania służyła klasyczna, drewniana szubienica.

[Obrazek: vguOxOz8EOIf8qbr4qcJ7dBb-AJqDjbBNXiXohyt...67-h800-no]


Nie był to pierwszy obóz koncentracyjny, jaki zwiedzaliśmy, chociaż z pewnością takie miejsca trudno nazwać "atrakcjami turystycznymi". Uważam jednak, że odwiedzanie podobnych miejsc pamięci to obowiązek i wcale mnie do tego nie trzeba namawiać. Nie twierdzę, że trzeba "zaliczyć" wszystkie jakie są, ale zobaczyć kilka trzeba. I zapamiętać, chociaż to przykre świadectwo zwyrodnienia człowieka i bolesna pamięć o ofiarach, które - nawet jeżeli były przestępcami cywilnymi - z pewnością nie zasłużyły na taki los. Oby nigdy, przenigdy nie powtórzyło się coś podobnego, ani w Polsce, ani w Europie, ani nigdzie na świecie!

cdn. 
Odpowiedz
#12
Czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg...
Odpowiedz
#13
7.
No i nadszedł ostatni dzionek majówki... Pochmurny, szary, mokry i zimny. Ale o siedzeniu na kwaterze mowy być nie mogło, więc pojechaliśmy do Złotoryi obejrzeć starówkę. Za wiele jej nie obejrzeliśmy, bo lało. Rdzeniem złotoryjskiej starówki jest rynek, który prezentuje się dobrze, jednak miejscami błaga o remont...

[Obrazek: OhvOZBHkLz3S3k3d-Aj7mQ-5hpmQ2t5JJZqaS2fc...67-h800-no]


W centrum rynku wznosi się zabytkowy kościół Narodzenia NMP z pierwszej połowy XIII wieku, czyli jeden ze starszych na Dolnym Śląsku, a w dodatku od 2014 roku piastujący godność sanktuarium maryjnego. Ufundował go Henryk Brodaty, a monumentalną sylwetkę nadali Joannici. Nie jest to budowla szczególnie piękna, a w dodatku z powodu wielkości zajmuje prawie cały rynek, na którym jest w związku z tym ciasno i nie ma jak się oddalić, żeby zrobić zdjęcie całości. Ale warto ją obejść - w ściany wmurowano przepiękne epitafia z doby renesansu. Niech żyje dawna sztuka kamieniarska! (Bo o dzisiejszej żal wspominać).

[Obrazek: ZnzmVFPQC-RuvrEza0cqaIm4Tv1M82RYHufKNT6g...67-h800-no]


Wnętrze kościoła jest ciekawe, warto tam wstąpić choćby dla przymierzenia się do olbrzymiej, kamiennej chrzcielnicy, w której odbywała się rytualna kąpiel - i to był chrzest! A nie jakieś tam mizerne parę kropelek spadających na czoło...

[Obrazek: hwyUNcsL2htv1Jd0B3yUxVBBVSI35ImS56RUBpju...67-h800-no]


Uwagę zwraca też ambona z XVI wieku, bogato rzeźbiona i kolorowo pomalowana. Jej kosz opiera się na... Mojżeszu! A że ambona jest kamienna, na twarzy Mojżesza zachwyt się nie odmalowuje, oj, nie! Artysta po prostu wrobił tego biednego człowieka, bądź co bądź myśliciela, w pracę fizyczną - i tyle.

[Obrazek: HGTvXpZgmil0tMErULYSWNzMwv4RDKbdUPIYzAj0...4-h1058-no]


Dużą atrakcją Złotoryi jest kościelna wieża, wysoka na 67 metrów. W sezonie letnim czynna codziennie, poza sezonem otwierana na telefon. Telefon wprawdzie nie odpowiada, potem długo się czeka na Imć Klucznika, ale warto zainwestować troszkę czasu, bo wspinaczka po irytująco stromych, kręconych schodach jest urozmaicona kilkoma ekspozycjami na kolejnych piętrach. Najpopularniejsza z nich to Loch Joannitów, usłany - dosłownie - trupami. Podobno odtwarza się tam dla wzmocnienia wrażeń nagranie z jękami jak z horrorów, ale my nie dostąpiliśmy tego zaszczytu. Cały czas się zastanawiam, czy to prawdziwe szkielety. Wyglądają bardzo realistycznie... ale przecież, na Boga, takie ich wystawienie na widok publiczny byłoby aktem nieposzanowania ludzkich szczątków! A może przesadzam?


[Obrazek: EyofSdQBv9vdUAqAI3vfIID9mvoPy6v0L4pXQ5Y5...4-h1058-no]


Bardzo wartościową i unikalną ekspozycją w wieży jest XV-wieczna Biblioteka Łańcuchowa. W średniowieczu w szkołach klasztornych do ksiąg, które nierzadko były jedynymi egzemplarzami, a poza tym stanowiły krynicę mądrości, podchodzić należało z szacunkiem. Czytało się zatem na stojąco, a dla ukrócenia pokusy zabrania księgi w jakieś wygodniejsze miejsce (albo i jej kradzieży) przypinano księgi łańcuchami do półek albo ścian. Obawiam się, że przy tej wersji edukacji nie ukończyłabym studiów Smile


[Obrazek: XTJHYyZU4NA-GFLj_g_cl1SbB7xFItafxRrS0M3G...66-h800-no]


Taras widokowy na wieży jest maleńką, zakratowaną galeryjką tak ciasną, że niektórzy Amerykanie nie mieliby szans (jeżeli wiecie, co mam na myśli). Kraty są gęste, więc podejrzewam, że niektóre obiektywy aparatów przez nie nie przejdą. Mój na szczęście przeszedł i to co zobaczył:


[Obrazek: t278rJYlIjws1-jilbhgjXeOJO-sGZlrlOT93JIJ...66-h800-no]

[Obrazek: s7ZSUVWAISTEAiJVUrSw0SbBqu-sJD6Kdr9Mj_X3...67-h800-no]

[Obrazek: mbHSeHgJOt13Ntk1N2UUKHAiP803MHOOGmCVHJeL...67-h800-no]

[Obrazek: Gl_nkdX0_1UZrrJX27UzzFtyZhahT4yH7hGC5NSo...67-h800-no]


Ukoronowaniem naszego zwiedzania Złotoryi (które na tym się zakończyło, bo lało niemiłosiernie) był hejnał odtwarzany z elektrokurantów na wieży. Gdy go usłyszeliśmy, w pierwszej chwili nie dotarło do nas, że to hejnał. Ponieważ była sobota, odtworzono nagranie dłuższe niż w dni robocze. A jakie nagranie? Tradycyjną melodyjkę w gitarowej aranżacji Jana Borysewicza z Lady Pank, z dodatkową (graną w piątki i soboty) solówką-metalówką. Szczęki nam nie tylko opadły, ale w ogóle wypadły z zawiasów. Ta wersja hejnału jest nowością, po raz pierwszy zagrał go osobiście na wieży sam mistrz, a było to w grudniu 2018. Wieść niesie, że wiele polskich miast napisało potem do Borysewicza z prośbą o skomponowanie czegoś podobnego na ich potrzeby. Czyżby miał ruszyć program Ogólnopolskiej Metalizacji Hejnałów? W każdym razie posłuchajcie sobie tego złotoryjskiego na You Tube. Wymiata!

Na zakończenie wyjazdu udaliśmy się jeszcze na pożegnanie z naturą w okolice Muchowa, znowu do Parku Krajobrazowego Chełmy. W rezerwacie Mszana i Obłoga było ładnie, zielono i - jak wszędzie w tych stronach - bazaltowo.

[Obrazek: LCPI8sbaHR0pAv9Sz8lV-pN2okun2EU_63QP0rAi...67-h800-no]

[Obrazek: SdlApR6u6p2MDApuHzmNuzDT8K1GK5vy0UNGBbmf...67-h800-no]


Ostatnim obrazem, jaki zobaczyliśmy był zalany deszczem Wąwóz Siedmicki - też w PK Chełmy. Nie wchodziliśmy, chociaż przechadzka mogłaby być interesująca, bo w wąwozie żyje sporo salamander.
[Obrazek: m6t-yDJsZ3Zq4zUP-Thpr1ZfyvEei0m9PjS3T_6z...67-h800-no]


Podsumowując: Pogórze Kaczawskie zaprasza!

cd nie nastąpi - bo to już koniec wyjazdu  Confused
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości