Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Życiorys mój, czyli - autoreferat.
#1
Życiorys mój. 
Wędruję - odkąd pamiętam. Początek moich podróży to wyprawy do ogrodu po smak poziomek, właśnie dojrzałe gruszki i jabłka. Dalekie wyprawy do kurnika w poszukiwaniu dopiero co zniesionych, jaj.  Gdakanie kur. Zapachy…Ciepły, surowy smak jaj  - wysysanych ustami, po zrobieniu w ich skorupkach, wyjętą z koka, spinką naszej Niani dwóch dziurek. Do dzisiaj nie wiem dlaczego puste jajko, którego zawartość została wyssana, prosto do buzi, nazywa się wydmuszką. A wyprawy z długim nożem po szparagi?
Kolejne wędrówki – z Dziadkiem, przez słoneczne pola zboża, do najbliższej wsi po masło kupowane od gospodyni, która z okazji naszego przyjścia  przerywała jego ubijanie w kierzance.
Czterolatek: całonocna podróż pociągiem do Łeby z Mamą i Siostrą i Dziadkiem.
Sześciolatek: pierwszy pobyt w Zakopanym i zejście z Kasprowego – miałem wtedy sześć lat.
Wyjazd na dwutygodniowe wakacje, na Ostrów Lednicki, do przyjaciół rodziny – archeologów. Tak właśnie ten Ostrów Lednicki. Najpierw dorożką na stację w Gnieźnie, dalej pociągiem, potem furmanką nad brzeg jeziora i wiosłową, metalową łodzią na samą wyspę. Wiosłujący Tata z przepoconą koszulą. Mieszkaliśmy w drewnianym domu, a spaliśmy na wspólnym wyłożonym siennikami posłaniu. Oświetlenie – świece i lampy naftowe.
Świeżo rozkopany Biskupin, po kolejowej podróży i marszu przez pola.
Później, już w latach sześćdziesiątych – coroczne wyjazdy do Zakopanego i chodzenie z Rodzicami po górach. Samo Zakopane, gdzie Tata spotykał kolegów z przedwojennego w tym mieście zamieszkiwania.
Rodzinna, tygodniowa wędrówka po Górach Świętokrzyskich – od wsi do wsi.
Biwaki harcerskie – namioty bez podłóg i jeden koc jako cała pościel.
Początek studiów – IV Rajd Nocny Pierwszego Roku Wydziału Elektrycznego Politechniki Warszawskiej…
Tak to było.
Dalej, konsekwentnie – rajdy, obozy wędrowne. Pierwszy wyjazd za granicę. Cel: bułgarska Riła. Początki  organizacji właśnie rajdów. W latach siedemdziesiątych to było coś na kształt zarządzania masami ludzkimi, bo jak inaczej nazwać organizację imprezy dla blisko dwustu osób, z trzema autokarami, mikrobusem, ogniskiem, noclegiem w pięciu stodołach i wędrówką – na piechotę, Prowadzenie obozów wędrownych i narciarskich. Opracowywanie programów wycieczek autokarowych. Prezesowanie w Klubie Turystycznym Elektryków STYKI, na Wydziale Elektrycznym Politechniki Warszawskiej. Dalej – prezesowanie w Kole PTTK Nr 1 na PW, w czasach kiedy Koło to przygotowywało i prowadziło powyżej dziesięciu obozów wędrownych latem i kilka obozów narciarskich zimą oraz rajdy giganty, np. rajd Puszcza Biała, na którym bywało po kilkaset osób. No i prezesowanie w Oddziale Międzyuczelnianym PTTK w Warszawie. 
Po co to? Bo miło widzieć uśmiechnięte twarze zadowolonych z wyjazdu ludzi, którym pokazaliśmy kawałek Dobrego Świata.
Wreszcie powrót na „stare śmieci”, czyli do KTE STYKI, w którym do dzisiaj prowadzę średnio dwie imprezy rocznie.


I jeszcze, co oczywiste, wyjazdy rodzinne. Cały czas.
Odpowiedz
#2
Ogromnie mi miło gościć na naszym skromnym forum tak zasłużonego turystę i organizatora wycieczek.
Na pewno będziesz twarzą reklamową.
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości