Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Sycylia - wspaniała podróż rocznicowa dwojga weteranów
#3
1. PIERWSZE CHWILE

Po przylocie do Palermo tanimi liniami Ryanair, które się często spóźniają (i nie inaczej było tym razem), przespaliśmy się w skromnym hostelu blisko dworca kolejowego. Do hostelu szliśmy za wskazówkami GPS-a, intensywnie węsząc i nie mogąc zrozumieć, dlaczego tu zalatuje psującymi się odpadkami, ówdzie powiewa szambem, a jeszcze gdzie indziej cuchnie rozkładającą się uryną. Właściciel czekał na nas na ulicy, więc nie wiem, co by było, gdyby samolot spóźnił się jeszcze bardziej. Ale wszystko skończyło się dobrze. Noc w hostelu dała się nam we znaki z powodu upału - nie było klimy, a wiatrak pompujący żar z podwórza-studni chyba tylko pogarszał sprawę. Nie było jednak czasu na narzekanie. Zjedliśmy klasyczne, włoskie śniadanko wliczone w cenę i poturlaliśmy się z walizami na dworzec, żeby jechać do Katanii. Od razu stało się jasne, że wykupienie lotu do Palermo zamiast do Katanii było błędem, ale mogliśmy zrobić tylko jedno: kupić bilety na kolej i grzecznie podróżować dalej.

W kolejce do kasy zapuściliśmy korzenie, bo każdy klient spędzał tam kwadrans, zawzięcie o czymś dyskutując. Zaczęły nas ponosić nerwy, bo baliśmy się, że pociąg ucieknie. Jednak rzut oka na dworcowy zegar przekonał nas, żeby się ostudzić i brać rzeczy takimi, jakimi są, bo na Sycylii - kolej nie kolej - czas liczy się specyficznie...

[Obrazek: 4HXxre1zG94-R6Vs19mBUru80yW2Lvg8y4EZ2AG9...00-h800-no]

Do odjazdu pociągu mieliśmy kupę czasu. Co by tu zrobić? Aha - zwiedzimy dworcową kaplicę! Na Sycylii naród wielce religijny, więc na każdym większym dworcu kaplica musi być, żeby się można było zwrócić do patrona o dobrą podróż, a i Pana Boga poprosić, żeby na wszelki wypadek grzechy odpuścił.

[Obrazek: _i2OdlVYMQRTxQIMKKQuY10PLAuMkHkPqxAETsTK...00-h600-no]

W środku było całkiem elegancko, tylko okrutnie parno, więc jakoś nam się do modlitwy ręce nie składały.
[Obrazek: 3MDuzxvGy4WUmm1qlq5doNKw_o4mhIuFf9fh1ca5...00-h800-no]

Pociąg był wygodny, klimatyzowany i prawdę mówiąc chętnie byśmy nim dłużej jechali, żeby nadrobić nieprzespaną noc. Niestety, trzeba było wysiadać w Katanii. Nasze walizki ważyły po 20 kilo, więc przechadzka po rozpalonych brukach do wynajętej przez booking.com kwatery nadwyrężyła nasze siły. To było tylko 500-600 metrów, tylko że pod górkę, więc na spotkanie z gospodynią, która również czekała na ulicy, przybyliśmy zlani potem, pomimo iż walizki miały kółeczka. Kamienica, w której mieliśmy zamieszkać, prezentowała się lepiej niż większość jej sąsiadek, a kolorek miała niczym spleśniała jajecznica z proszku:

[Obrazek: al6dYb6oFdDqiRZntmYT8I69ILYkxxntmwTkFiDh...00-h600-no]

Do klatki schodowej wchodziło się przez ciemną bramę, w której gości witała Matka Boska Ścienna - takie kapliczki wpuszczone w mury na Sycylii są standardem i bardziej dziwne jest to, że gdzieś ich nie ma, niż to, że są.

[Obrazek: vdrMoBRg8r2waRHF77Ji1CnMvrKlyCn-QyPAWTNF...00-h800-no]

Klatka schodowa zrobiła na nas podwójne wrażenie. Po pierwsze - miała wyloty na zewnątrz, była pioruńsko duszna i kojarzyła się z renesansem. Po drugie - nie było w niej ani śladu windy. Kwatera znajdowała się na drugim piętrze, musieliśmy więc sami wtaszczyć walizy. Gospodyni starała się pomóc, ale wymiękła na pierwszym podeście. Gdybyście kiedykolwiek chcieli przespać się w katańskim "Sweat Dreams" przy dworcu - pamiętajcie: nie wolno wam zabierać w podróż walizek.

[Obrazek: nURjTpnir7GTaK8OPyMSpWQbgZh3PCMpiNt4kg-1...00-h800-no]

W apartamencie panował taki żar, że człowiek miał ochotę zedrzeć z siebie własną skórę, lecz paradować na golasa mogliśmy tylko do 21:59, bo od 22:00 mieli zamieszkać w drugim pokoju inni goście. Część wspólna, zwana przez gospodynię "living-roomem" wyglądała tak:

[Obrazek: GKR4Bd7HWa4fq5-0A9wkuqEyAJGZiti_ZsB4msYd...00-h600-no]

Pewną nadzieją natchnęły nas drzwi balkonowe, ale okazało się, że balkon wychodzi na rozgrzane podwórko-studnię, typowe dla sycylijskich kamienic. Mogliśmy sobie popatrzeć na sznury z praniem i martwotę wynikającą na poły z upału, a na poły z tego, że połowa mieszkań była pustostanami, które osiągnęły stan ruiny. W ładny gips się wpakowaliśmy!

[Obrazek: J8IxdMOio2LVsMwWSFCU-q3oEjPzAxI9Fw-4Tk2-...00-h800-no]
 
Nasz pokój też nie kojarzył się z oazą. Klimy nie było, gospodyni dała nam tylko wiatrak o łopatkach tak obłożonych zapieczonym kurzem, że ledwie dychał - zupełnie tak samo, jak my. Okna właściwie też nie było - tylko otworek, przez który można by było przesadzić głowę, gdyby nie... metalowa siatka. Moskitiera? Ciekawy był natomiast sufit, półokrągły, jak sklepienie w kaplicy. Takie sufity to w Katanii, niszczonej wielokrotnie przez Etnę, rzecz zwyczajna. Są odporne na trzęsienia ziemi.

[Obrazek: hq3YgOTEEzX1JeDJz2tNV9qwQP2KPoyN9kQb1t1T...00-h800-no]

W opisie apartamentu "Sweat Dreams" stało, że jego wielka zaletą jest wspaniały widok z okna. Oto jaki widok nazwano wspaniałym (a chodziło zapewne o cień cienia Etny):

[Obrazek: k6Xu6eoX_PvA5__3WC2gn6ymz6VOAU2uVpRjVdse...00-h800-no]

Krótką mówiąc, kiszka, pupa blada, fajans. Jak my tu wytrzymamy aż sześć wieczorów, sześć nocy i sześć poranków? Postanowiliśmy jednak nie płakać, tylko iść do miasta coś zjeść. Już pierwsze kroki po "naszej" dzielnicy ujawniły, gdzie zamieszkaliśmy. Po zapyziałych uliczkach spacerowały prostytutki, głównie czarnoskóre, niektóre przerażająco młode. Chodniki, jeśli w ogóle gdzieś były, obsiedli jak muchy czarnoskórzy mężczyźni, jedni na krzesełkach, inni na własnych czterech literkach. Rozmawiali bardzo głośno, bo przecież musieli przekrzyczeć muzę, a dokładniej rap wydobywający się z... tak, tak - z radiomagnetofonów, zwanych w Stanach boomboxami, takich, jakich u nas już się od dawna nie używa. Jeden z takich zaczepił nas, chcąc sprzedać - ludzie, ludziska - jeden but, wielki biały snickers, za duży nawet na mojego mężusia. Inni gapili się na nas złym okiem, bo pewnie wleźliśmy na ich rewiry, chociaż nie powinniśmy. Ale skąd mieliśmy o tym wiedzieć? Szliśmy na GPS-a i trochę na węch, to znaczy próbowaliśmy wyczuć w dusznym powietrzu zapach jakiegoś jedzenia. Trafiliśmy tylko na dziuplę z kebabem, ale choćbym miała umrzeć z głodu, kebaba nie zjem, bo raz, że nie cierpię, a dwa, że we Włoszech nie będę jadła arabskiego fast-foodu, tylko co najwyżej włoski. W bardziej cywilizowanej okolicy, do której dotarliśmy po 20 minutach, też nie było nic poza słodyczami. Mężuś usiłował przekonać mnie, że powinniśmy pójść na plac katedralny, do którego został nam niecały kilometr, ale już było za późno. Wściekłam się, zapiekłam jak ten kurz na wentylatorze i oświadczyłam, że wracam do domu i idę spać głodna, bo włóczenie się po tym menelowie mnie nie kręci. Dlaczego, och, dlaczego, nie wzięliśmy z Polski ani jednej paczki świętych, polskich kabanosów?

Mężuś postanowił się jeszcze rozejrzeć, lecz najpierw odprowadził mnie do "Sweat Dreams". W drodze wysłałam sms-a do gospodyni: przykro mi, ale apartament jest w podejrzanej okolicy, wszędzie pełno prostytutek i jacyś dziwni faceci oferujący przypadkowe towary. Odpisała: jest też kościół!

I wiecie co? Rzeczywiście był! Stary i brzydki, ale co tam, najważniejsze, że można było w nim poszukać pocieszenia...

[Obrazek: wsfNXFn0fCRGQTKOcVHbx03SiuKr9RnGDQxRIfpT...00-h600-no]

Niestety, już drugi raz tego dnia zaniechałam modlitwy. Poszłam prosto do domu, rzuciłam się na łóżko i natychmiast zasnęłam. Obudził mnie mężuś, sterany od biegania po mieście i namierzania przybytków gastronomicznych. Przekręcił dziesięć kilometrów, ale przyniósł dwie torby tavola calda, czyli ciepłych przekąsek, zaliczanych do street foodu, z którego Katania słynie - jak mówią - na całą Europę. Przyniósł też wielką butlę czerwonego wina. Usiedliśmy w living-roomie i próbowaliśmy. Podstawą ulicznej karmy są na Sycylii aranchini - spore kule ryżowe z rozmaitym nadzieniem, panierowane i smażone w głębokim tłuszczu. Dobre, chociaż smakowo zbyt podobne do siebie, wszystkie z jakimś ciągnącym się serem, pewnie mozarellą. Ale kto by narzekał w opisanej sytuacji? Zwłaszcza, że winko okazało się nadzwyczaj smaczne i doskonale "wchodziło" pomimo upału...

I tak właśnie wyglądały nasze pierwsze chwile na Sycylii. Dramatycznie? Hej, od tego przecież są podróże!
cdn.
Odpowiedz


Wiadomości w tym wątku
RE: Sycylia - wspaniała podróż rocznicowa dwojga weteranów - przez texarkana - 27-07-2019, 09:15



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości