forumbis.voyageforum.pl - Forum miłośników podróży, relacje, fotografie, porady

Pełna wersja: Nasze przygody w górach Bułgarii
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4
Jednak droga ta, tak wonna i wspaniała, okazuje się fałszywa. Urywa się, gubi na skraju lasu.
Okazuje się, ze znowu się zgubiliśmy, bo drogowskazy albo są w kupie, albo ich nie ma wcale.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20440.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20442.JPG]

Tata zostawia plecak  i idzie na poszukiwanie szlaku, ale nie znajduje. Cofamy się. Okazuje się, ze od przełęczy należało się kierować bardziej na prawo, bliżej słupów wysokiego napięcia. 
Wchodzimy w las i wychodzimy znowu na polanę, zboczem wzgórz. Zbocze to, czy grzbiet, Tata przetłumaczył z bułgarskiego jako grań, ale nie przypomina to wysokogórskiej grani. Jakieś 20 minut od schroniska ponownie gubimy szlak. Wyraźnie wyjeżdżona polna droga, którą się fałszywie zasugerowaliśmy, przez dłuższy już czas nie ma czerwonych oznakowań.
Wracamy wyżej. Gdzieś po drugiej stronie polany mignęła nam jakaś postać parę minut temu, może to tamtędy wiedzie szlak. Tym razem to ja wyruszam na poszukiwanie. Zostawiam Tatę z plecakami i proszę, by mnie obserwował, żebym się gdzieś nie utopiła wśród drobnych wzniesień i wysokich traw. Rozkoszuję się drogą na przełaj przez łąkę wśród cudnie pachnącej fioletowej macierzanki. Znajduję jakąś nitkę przyklepanej trawy. Podążam  nią w jedną stronę, dochodzę do lasu i  widzę szlak z powrotem do wsi Mugła. Wołam do Taty, że jest jakiś trop. Ostrożnie cofam się ledwie widzialną nitką,  idę w przeciwnym kierunku i w odległości 20 m dostrzegam oznakowanie. Ponownie wołam do Taty, że znalazłam nasz szlak. 
Tata zaczyna podchodzić z jednym plecakiem. Pilnuję wzrokiem miejsca, z  którego ruszył, zawiązuje na krzaku moją niebieską chustkę, by mu zaznaczyć drogę, a sama zbiegam po łące w dół.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20439.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20458.JPG]

Po 10 minutach jesteśmy na miejscu, szliśmy 3,5 godziny z  krótkimi odpoczynkami i dwukrotną utratą szlaku. Schronisko Lednicata jest piękne, potężne, murowane i drewniane, solidne.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20445.JPG]

Mnóstwo miejsc noclegowych,

[Obrazek: BULGARIA%202009%20443.JPG]

piękna duża sala jadalna z kominkiem, w którym iskrzy się ogień.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20451.JPG]

Na zewnątrz bania i gorąca woda z prysznicem. Jesteśmy tu jednak jedynymi turystami. Dochodzi jeszcze trójka Bułgarów (dwóch mężczyzn i dziewczyna) z Burgas. Gospodarz, prawdziwy bułgarski gospodarz, każe im z nami pogadać. Pyta, jakie znają języki, potem nas jakie znamy i stwierdza, że możemy się dogadać trochę po angielsku i po rosyjsku. Ponieważ zamawiamy tylko piwo przynosi nam na talerzyku podsmażone na maśle miejscowe kurki. Niesamowity smak! Aromat jakby kwiatów roznosi się po podniebieniu, gdzieniegdzie igiełka świerku zgrzyta między zębami, dodając całości jeszcze innego wspaniałego smaku, niczym rozmaryn.
Zjadamy kolację, zostajemy poczęstowani domasznią rakiją - na koszt firmy oczywiście. Schronisko bardzo przyjemne, czyste, panuje górsko-domowa atmosfera.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20444.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20448.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20459.JPG]

Ruszamy rano z trójką Bułgarów poznanych wczoraj, (dziewczyna robi zdjęcie) wszyscy do schroniska Perelik.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20463.JPG]

Droga zaczyna się bardzo stromym podejściem, około godziny, gdzieniegdzie kąt nachylenia osiąga 60 stopni.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20474.JPG]

Czasem droga zastawiona jest przewalonymi pniami drzew, więc wspinaczka jest pełna atrakcji.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20466.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20467.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20468.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20469.JPG]
Wychodzimy na przełęcz i uroczą polanę, która raz jest granią, raz trawersem, raz siodełkiem – i tak wśród przepięknych widoków, przy wspaniałej pogodzie, drogą zasypaną pysznymi jagodami.
Zatrzymujemy się na chwilę przy cerkwi św. Petra.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20479.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20481.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20482.JPG]

Na przełęczy robimy krótki odpoczynek i rozłączamy się z Bułgarami, 

[Obrazek: BULGARIA%202009%20487.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20488.JPG]
Trasa Bułgarów

[Obrazek: BULGARIA%202009%20489.JPG]
Trasa nasza

bo postanowili pójść na szczyt który nazywają Orfej, tak też jest napisane na drogowskazie, na mapie go nie ma, ustalamy że to  Goliam Sneżnik 2188 m, a jako że gospodarz przed wyjściem uprzedzał nas że na Goliam Perelik 2191 m  nie wejdziemy, bo tam jest teren  wojskowy, wychodzi  na to,  że jest to najwyższy dostępny szczyt Rodopów. My jednak rezygnujemy ze zdobycia go zostawiając to na przyszły rok. 
Bułgar częstuje brandy z buteleczki plastikowej, jest tu chłodno, silny wiatr nawiewa lodowate powietrze. W długiej drodze, z dala od cywilizacji, smaki takie jak aromatyczne ziołowo-słodkie brandy czy rodzynki, którymi się posilam,y mają smak niemalże magiczny. Dostarczają nie tylko kalorii, mają w sobie coś z luksusu, elegancji, które to są dobrem tak bardzo pożądanym, dodają sił do dalszego trudu.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20483.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20484.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20490.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20491.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20492.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20493.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20494.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20495.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20497.JPG]
[Obrazek: BULGARIA%202009%20499.JPG]
Obszar wojskowy – jesteśmy śledzeni przez  kamery.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20501.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20502.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20503.JPG]
Ten najbliżej to Goliam Perelik – najwyższy szczyt Rodopów.

Po 6-ciu godzinach, podjadając po drodze jagody,  z drobnymi odpoczynkami i z ciężkimi plecakami dochodzimy do schroniska Perelik. 
Tuż przed nim spotykamy jego szefa, który słysząc, że jesteśmy z Polski wyrzuca z siebie kilka słów w naszym języku „Dzień dobry panie”, potem „Interes idzie dobrze?” Ja kiepełę mam dobrze umocowaną na szyi, a pytania o Geszeft nie są mi obce, odpowiadam szybko, że „interes dobrze”. Jemu się to bardzo podoba, może zarobiłam wieczorną rakijkę? 
Schronisko Perelik jest małe ale bardzo przytulne, są dwa małe bungalowy, każdy gotowy przygarnąć po 5 osób. W necie napisano, że maksymalna pojemność wynosi 35 osób, poza tym musi być więc „spalnia” na ok. 25 osób. Ruch jest tu niczego sobie, bo można dojechać drogą, więc  lepiej wcześniej zadzwonić. Nam telefonicznie zarezerwował miejsca gospodarz schroniska Lednicata i jesteśmy już oczekiwani przez gospodynię, która tylko się upewnia czy to my, bo dostała ze schroniska Lednicata telefon, że przyjdziemy wraz z trójką Bułgarów. Bułgarzy przyjdą później, jak wrócą z Orfeusza.
Zostajemy zakwaterowani  w jednym z dwóch bungalowów, drugi będzie dla Bułgarów. Dostajemy kocyk, aby wygrzewać się na słoneczku. Piwa jeszcze nie przywieźli, ale dostajemy po kufelku z ceramiki ze starych zapasów, jak się później okazuje gratisowo.
Jeszcze po Bułgarach nadchodzi duża grupa chłopców z jedną dziewczyną -  ich szefową, w każdym razie szykuje im później posiłek na zapleczu kuchni.


[Obrazek: BULGARIA%202009%20504.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20505.JPG]

Zastanawiamy się wspólnie z naszą trójką Bułgarów i z gospodynią nad dalszymi dniami naszej wyprawy. Bo jutro idziemy do Szirokiej Łyki, przez Soliszta, gospodyni pokazuje nam z tarasu, w którą stronę iść. Szlaku nie ma  na  mapie, a w terenie jest zaznaczony jako droga od Sziroka Łyka do Perelik. Tymi znakami, „odwrotnymi” będziemy się kierować. Ale co dalej? Zamierzaliśmy dojść wg planu niebieskim  i potem czerwonym szlakiem do Czepełare,  bo z danych  internetowych to ok. 5 godzin, ale wszyscy odwodzą nas od tego, mówiąc, że to ok. 10 godzin. W końcu tyle już mieliśmy niezgodności z planem, że ufamy naszym rozmówcom. W dalszych planach mieliśmy podjazd autobusem w okolice kompleksu Biała Czerkwa, a stamtąd do Baczkowa. Bułgarzy podsuwają nam przejście do schroniska Izgrew (7-8 godzin pod górę), bo oni  tam byli, a stamtąd do Czepełare w dół nie więcej niż 5 godzin.. Można też z Szirokiej Łyki pojechać autobusem do Czepełare przez Pamporowo. Z Izgrew rezygnujemy, bo już niewiele czasu zostało.
Wybieramy wariant autobusem przez Pamporowo, bo wtedy jesteśmy w Czepełare od razu następnego  dnia i mamy jeszcze ewentualnie czas na Białą Czerkwę  albo prosto do Baczkowa.
Wspólnymi siłami uzgodniliśmy więc dalszy świetny i  wariantowy plan wyprawy.
Idziemy spać, niebo gwiaździste, czujemy wyraźnie, że jesteśmy jedną z planet na wielkiej Drodze Mlecznej, przez okno zagląda do naszego bungalowu gigantyczny Wielki Wóz.


[Obrazek: BULGARIA%202009%20508.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20506.JPG]

Rano wychodzimy ze schroniska na szlak wg przygotowanego wczoraj opisu: przechodzimy przez róg płotka otaczającego schronisko, trawą w dół, wzdłuż leżącego pnia, do wywróconej metalowej ławki, stąd 10 m na lewo przez prześwit w drzewach do ściętych pni. Stąd około 30 m na skos w lewo do dużego mrowiska, od którego już ścieżką widoczną w trawie na prawo w dól. Drogi, którą dziś idziemy nie ma na mapie. W terenie jest zaznaczona, ale tylko w odwrotną stronę strzałkami na Perelik, kroczymy więc przed siebie jakby „pod prąd”. Raz na jakiś czas pojawiają się znaki niebieskie (nie ma ich na mapie), a żółtego szlaku będącego na mapie i wiodącego do wsi Geła  nie ma w terenie. Natomiast ten szlak, którym idziemy prowadzi do wsi Soliszta. Po drodze jest odgałęzienie w prawo znakowane na niebiesko do rzymskiej twierdzy Turłata, ale nie wiemy dokąd dalej, więc tam nie idziemy.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20523.JPG]

Przez większość czasu ścieżka jest wyraźna, wpierw wiedzie przez las, przekraczamy leśną szosę dalej wchodząc w las, potem szerszą drogę leśną, która przechodzi w drogę polną.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20521.JPG]

Dochodzimy już asfaltem do skrzyżowania do wsi Stikył.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20539.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20540.JPG]
W tym miejscu wychodzi się z niebieskiego szlaku i gdybyśmy o tym wiedzieli, to byśmy mogli zobaczyć twierdzę Turłata.

Po nie więcej niż 2 godzinach dochodzimy do wsi  Soliszta.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20524.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20526.JPG]
Gajda Hut 1928

[Obrazek: BULGARIA%202009%20528.JPG]
[Obrazek: BULGARIA%202009%20530.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20531.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20532.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20533.JPG]

Od Soliszta początkowo idziemy drogą bitą przez wieś. Droga prowadzi nieustannie w dół, więc gdy pojawiają się wątpliwości, np. na polance czy rozgałęzieniach zawsze należy szukać dalszego szlaku w kierunku spadku powierzchni.  A potem jeszcze asfaltem 4 km w dół do Sziroka Łyka.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20538.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20541.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20542.JPG]

Droga asfaltowa prowadzi z Szirokiej Łyki do Soliszty i dalej do Stykyl a także  do wsi Geła (tam po drodze jest rozgałęzienie). Główna szosa prowadzi od Dewin przez Sziroką Łykę do Pamporowa.
Zbliżamy się do Szirokiej  Łyki.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20543.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20544.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20545.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20546.JPG]

Okolice, do których dochodzimy, są już dużo bogatsze, zadbane i bardziej przygotowane na przyjęcie turystów niż Trigrad i Mugła, choć i tamte miały swój klimat.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20547.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20548.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20550.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20551.JPG]
Sziroka Łyka robi wielkie wrażenie, piękna architektura regionalna, zdobienie i wykończenie w drewnie, brukowane ulice, kilka knajpek, centrum informacji turystycznej z oddaną pracownicą znającą dobrze rosyjski i angielski.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20562.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20565.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20567.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20574.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20575.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20577.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20568.JPG]

Boimy się zbyt drogiego noclegu, jest tu sporo hoteli i pensjonatów. Szukamy mieszkańców, których można poprosić o radę, wskazanie noclegu. Uczynna kobieta prowadzi nas od sąsiada do sąsiada, ci jednak po kolei deklarują, że nie mają wolnych miejsc.
Wreszcie przekazuje nas pod opiekę jednego z sąsiadów. Ten prosi nas na swój ganek, każe usiąść na drewnianej ławce. Z nieba leje się żar, słońce świeci, ani jednej chmurki. „Właśnie czytam taką książkę „ - zaczyna - „o ewolucji. Polacy, Bułgarzy, Rosjanie, Jugosłowianie podobnie przechodzili proces ewolucji”. „Z którego roku jest ta książka?”- bystro nawiązuje konwersację mój Tata. Mężczyzna znika na chwilę w swoim domku, po czy wraca z książką: na stronicach zdjęcia dziewiętnastowiecznych rękopisów. Przeglądamy, słuchamy o ewolucji mdlejąc już nieco od operującego słońca. „No ale czy macie dla nas nosztówkę?” - wreszcie przerywa Tata. Mężczyzna odnosi książkę i prosi byśmy szli za nim. Pyta u sąsiada, nie ma,  wreeszcie prowadzi nas do informacji turystycznej. Tu sympatyczne panie dzwonią po mieszkańcach Szirokiej Łyki, wreszcie jedna wychodzi z nami i prowadzi nas parę uliczek do wyczekiwanej przez nas taniej (10lewa/os.) kwatery, bardzo przyzwoitej,  i blisko przystanku autobusowego.„Koń” - rzuca jeszcze na odchodnym poznany mężczyzna - „tak samo brzmi po polsku, ukraińsku i rodopsku”, po czym znika.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20555.JPG]
Drzwi do naszego pokoju.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20553.JPG]
Nasz pokój.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20556.JPG]
Menu.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20563.JPG]
Nasz obiad (kaczamak).

[Obrazek: BULGARIA%202009%20571.JPG]
Pomnik gajdziarza.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20593.JPG]
Gajdziarz żywy.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20592-1.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20599.JPG]
Przyglądaliśmy się tej Warszawie aż wzbudziliśmy zainteresowanie  właściciela.
[Obrazek: BULGARIA%202009%20564.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20578.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20579.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20581.JPG]

Z Szirokiej Łyki z rana pierwszym busem jedziemy do Pamporowa. 
Tu w knajpce, tuż przy przystanku, zamawiamy kawę. Kelner popisuje się manierami iście „francuskimi”, zaokrąglone gesty, ruchy tułowia, wita się w kilku językach, obawiamy się więc o cenę. Za dwie bardzo dobre kawy płacimy ok. 4 lewa. Zwiedzamy Pamporowo, ale latem to ośrodek raczej martwy, brak knajpek ze stolikami na zewnątrz, a kluby, sklepy i restauracje wyraźnie czekają dopiero na turystów zimowych.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20600.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20601.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20602.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20603.JPG]
Widok na Sneżankę.

Szybko się więc zbieramy i ruszamy dalej, do Czepełare.
Czepełare to małe rodopskie miasteczko, już nie tak turystyczne i nie tak atrakcyjne wizualnie jak Sziroka  Łyka. Koło przystanku stoi wielki nowy budynek, planowany dworzec autobusowy, jednak wciąż całkiem pusty. Straszą w nim tylko kable wystające ze ścian, toalety, które już dają o sobie znać zapachem, bo nie ma jeszcze wody. Stoi więc piękny nowy budynek i nic w nim nie ma. W pobliżu nie ma żadnej informacji o odjazdach, a miejsce, w którym autobusy się zatrzymują jest raczej umowne - schodki do klatki jednego z bloków mieszkalnych. Udajemy się do informacji turystycznej na ul. Szina Andreewa 9A.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20632.JPG]

Informacja działa bardzo sprawnie, dwie panie dobrze znające angielski, są w miarę uprzejme, jest też tablica z czasami odjazdów autobusów – skarb nieoceniony.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20606.JPG]

Panie w informacji wskazują nam muzeum speleologiczne, jedyne w Europie, pozwalają u siebie zostawić plecaki. Muzeum (wstęp dla dorosłych 3 lewa) jest naprawdę warte zwiedzenia, jeśli tylko kogoś interesują kamienie szlachetne znalezione w skałach metamorficznych (np. gnejsy, marmury), magmowych (np. granity).

[Obrazek: BULGARIA%202009%20607.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20609.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20610.JPG]

Są też (w formalinie) zwierzęta żyjące w jaskiniach i szkielet osobnika żyjącego kiedyś.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20630.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20631.JPG]
Odbieramy plecaki z informacji i pytamy, gdzie tanio można tu zjeść. Kobieta sili się na sarkazm, czy niby w Polsce to tak mamy wszystko tanio. Nasze portfele to  nie jej zasmarkany interes. Zdaje się uważać za nasz obowiązek, żebyśmy jako turyści z zagranicy zostawili tu kawał grosza. Przez Czepełare biegnie deptak, przy którym mieszczą się kafejki, sklepy, bary.
Zatrzymujemy się w jednym. Zamawiamy jakąś potrawę, której cena  w menu dla nas wygląda na 12 lewa, kelnerka jednak gdy dochodzi do płacenia w oschły sposób i bez zbędnych uśmiechów tłumaczy, że to 14 lewa.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20634.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20633.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20635.JPG]
Modliszka?

Wspinamy się na wzgórze do cerkwi, niestety jest czynna tylko w piątki i niedziele.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20636.JPG]

Jest strasznie gorąco, koło 13-tej, wracamy na przystanek  autobusowy.
Gdy bus przyjechał, po włożeniu bagaży, zaczynamy konsultować z kierowcą, pokazując mu mapkę okolic otrzymaną w centrum informacji  turystycznej (na tej mapce  nota bene jest błąd – wsie Soliszta i Geła są zamienione miejscami), dokąd powinniśmy dojechać, bo mamy problem czy dojechać do Nareczenski Bani, gdzie jest przystanek busa, czy też wysiąść wcześniej na skrzyżowaniu i podejść do Kosowa. Kierowca bardzo uprzejmie wysłuchuje nas  i radzi, abyśmy wysiedli na skrzyżowaniu i podeszli do Kosowa. W busie okazuje się, że   wpadło mi coś do oka i że bardzo mnie boli. Tata bierze chusteczkę, zagląda, nic tam nie widzi. W Chwojna autobus ma 10 minut „pocziwki”, więc kupujemy wodę, przemywamy oko, niewielka ulga. Kierowca wysadza nas na skrzyżowaniu na Kosowo- pieszo do przejścia kilka km.
Oko  ciągle mnie  boli, mojemu mężowi  dwa razy wpadło coś do oka i utkwiło w rogówce i musiał jechać do szpitala. Tata  ogląda oko ponownie i drugie oko też, aby porównać czy są takie same, bo widzi jakąś kreseczkę w rogu tego chorego oka, ale w drugim też jest taka sama - widocznie jakaś żyłka. Nie bardzo Tacie wierzę i staram się przekonać go, że musi tam coś być. Wpadamy na pomysł zrobienia zdjęcia oka i zobaczenia go w powiększeniu, ale na licznych zdjęciach obu oczu nie widać żadnych zmian patologicznych.
Zastanawiamy się, co by było, gdyby to coś wpadło mi do oka nie w momencie wsiadania do busa tylko trochę wcześniej. Ano pewnie, po wykonaniu oględzin oka,  byśmy pojechali do szpitala w Płowdiw i byśmy stracili resztę wyprawy, a okazałoby się to zupełnie niepotrzebne,  a tak byliśmy wysadzeni  na odludziu, gdzie nie mogliśmy jechać do szpitala, natomiast poszliśmy, a właściwie zostaliśmy skierowani! do Kosowa doradzonego nam przez kierowcę busa, co okazało się dla nas bardzo korzystne.
Drogą asfaltową pełną serpentyn pniemy się w górę  do Kosowa.  Może to wyjątkowo upalna i parna pogoda, może piwo wypite do obiadu, ale czujemy się bardzo zmęczeni i ledwo docieramy do wsi.


[Obrazek: BULGARIA%202009%20638.JPG]

Na górze przy jednym z pierwszych domów stoi kobieta. Wydaje się, jakby na nas czekała i wiedziała, że potrzebujemy noclegu. Zna język rosyjski i angielski. Radzi nam, abyśmy szli dalej prosto, minęli hotel za 80 lewa  i szli dalej aż na samą górę – tam będzie dobry dla nas nocleg za 10 lewa w pensjonacie Beli Roży. Koło niej na kamieniu jest żółty szlak z napisem Asenowgrad wskazujący kierunek naszej dalszej trasy. Uznajemy to wszystko za znak z nieba! i  idziemy zgodnie z radą kobiety.
Wspinamy się dalej drogą pod górę, zawijamy na drugą stronę doliny.
Za hotelem, za kolejnym zakrętem siedzi przy domu dziewczynka z pieskiem. Piesek do nas podbiega radośnie, Tata woła do niego Mopsik i go głaszcze, czym od razu zdobywa sympatię dziewczynki. Dziewczynka  pokazuje, że wyżej. Doczłapujemy ostatkiem sił do pensjonatu. To jest tylko kilka metrów wyżej, ale nikogo tam nie ma – zamknięte. Jest tylko tabliczka  z numerem telefonu.
Schodzimy do dziewczynki z pieskiem. Pojawiła się w międzyczasie babcia dziewczynki. Pytamy, co jest z tym pensjonatem wyżej, uzgadniamy, że zadzwonię tam z mojej komórki i babcia powie sąsiadce, że jesteśmy i zapyta ją kiedy przyjedzie. Właścicielka pensjonatu wkrótce oddzwania i mówi, że na tę noc nie może przyjechać, może na następną.  Co mamy robić? Nie chce nam się schodzić. Mopsik tymczasem całkiem się z Tatą zaprzyjaźnił. Mówię, że my chcemy na tę noc i pytam, czy może by tutaj. Starsza pani odpowiada, ze u niej jest bardzo mało miejsca, bo to mały domek i są w trójkę jeszcze z małym chłopcem, a rodzice dzieci są w Płowdiw. Widać jednak, że i babcia i wnuczka, a zwłaszcza Mopsik bardzo by chcieli, żebyśmy u nich przenocowali. Wnuczka,  ma na imię Marinka, dzwoni ze swojej komórki do mamy i pyta, czy możemy być przez jedną noc. Radośnie obwieszcza, że mama się zgodziła. My też bardzo się cieszymy.
Idziemy tylko na górę po plecaki i gospodyni ugaszcza nas w swoim pokoju, na stryszku - maleńkiej dziupli.  Jest tam tylko duży materac i okienko na wzgórza.  Dostajemy jeszcze kołdry  i pościel i robi się bardzo przytulnie.


[Obrazek: BULGARIA%202009%20639.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20640.JPG]

Zostajemy zaproszeni na kąpiel pod prysznicem z gorącą wodą i na wspólną kolację w kuchni. Babcia  robi w garnku okrągłe mielone kotleciki (bardzo dużo) i sałatkę z pomidorów papryki i cebuli. My przynosimy naszą kiełbasę z Polski.  Robimy wspólne fotki,  wymieniamy się adresami.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20642.JPG]

Na deser dostajemy kompot malinowy, a także Marinka prosi Tatę by wybrał jakieś wino, którego w kuchni jest dużo, bo jej mama pracuje w hurtowni wina w Płowdiw. Pijemy w trójkę za sympatyczne spotkanie. Pytamy, przezornie, czy możemy coś zapłacić. Ależ mowy nie ma, jesteśmy traktowani niemalże jak rodzina.  Wieczorem jeszcze Marinka idzie z nami na spacer pokazać nam którędy idzie żółty szlak. Na moje pytanie jak się nazywa ten miły piesek, Marinka odpowiada, że Mopsik!

[Obrazek: BULGARIA%202009%20644.JPG]

Starsza pani mówi z dumą i nutką żalu w głosie, ze sama była turystką, teraz jest emerytowaną nauczycielką. Marinka ma 12 lat, mówi całkiem ładnie po angielsku, służy nam jako tłumacz, bo pani zna tylko słabo rosyjski. Gdy w nocy budzę się, na chwilę wyglądam przez okienko na gwiaździste niebo i oddycham rześkim górskim powietrzem. Takie chwile właśnie zostają w głowie na całe życie. Rano, już w zasadzie pro forma, dopytujemy delikatnie ile płacimy, ale pani i dziewczynka odpowiadają, że jesteśmy ich gośćmi.
Populacja ludzi dzieli się na dobre i złe plemiona. W Kosowie niewątpliwie trafiliśmy na dobre, roślinożerne plemię. Od początku niezmiernie przyjazne, serdeczne, gościnne.
Kosowo to bardzo przytulna mała wioseczka, jakby zawieszona po dwóch stronach małej doliny, w dole zaś szemrze strumyk. Można stąd zrobić 2 godzinną (w jedną stronę) wycieczkę do Białej Czerkwy, bądź 2 godzinną (w jedną stronę) do Nareczenski Bani. Jest tu bardzo cicho i spokojnie. Na placyku koło cerkwi w soboty  odbywają się zabawy. Jeśli ktoś szuka ciszy i spokoju, to naprawdę warto tu zajrzeć, nawet na 2-3 dni.
Oko całkiem przestało mnie boleć boleć.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20646.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20647.JPG]

Rano po śniadaniu  gospodyni nas odprowadza w górę żółtym szlakiem na Asenowgrad, aby napić się z nami kawy w kawiarni po drodze, ale kawiarnia jest jeszcze nieczynna.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20648.JPG]

Planowaliśmy ruszyć stąd żółtym szlakiem, który znaleźliśmy na mapie w folderze informacyjnym w Czepełare, dojść do niebieskiego widocznego już na naszej mapie, i tak dotrzeć do Baczkowa. Żółty szlak wychodzi z Kosowa razem z zielonym do Nareczenski Bani. Żółte znaki jednak po pół godzinie drogi nikną i choć przyglądaliśmy się uważnie, nie znaleźliśmy odchodzącego w bok żółtego szlaku. Przez bukowo-iglasty las, drogą głównie prowadzącą w dół, po dwóch godzinach pięknego spaceru dochodzimy do Nareczenski Bani.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20649.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20650.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20651.JPG]

Klasyka kurortowa, odrobinę przypomina Ciechocinek, ale  niestety dość zaniedbany. Zwiedzamy to dość spore uzdrowisko z wodami leczniczymi i basenem.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20653.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20655.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20656.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20657.JPG]

Z Nareczenski Bani busem jedziemy do Baczkowskiego Monastyru. Miejsce patriotyczno- religijno – odpustowych pielgrzymek, mieszkańcy zwietrzyli interes. Stragany, bary, drogie hotele i pensjonaty. Docieramy do upatrzonej z podręcznika „turisticzeskiej spalni”. Ale tu wita nas tylko starszy pan i pies, z tego co rozumiemy „spalnia” jest nieczynna.  Kierujemy się w przeciwną stronę ale po tej samej stronie rzeki, omijamy hotele z restauracjami, pytamy napotkanych gospodarzy o coś tańszego.  Ale tu nie mamy takiego szczęścia jak w Szirokiej Łyce, kobieta na drodze nie wkłada tak wiele serca w pomoc w znalezieniu nam kwatery, po prostu wspomina dwa znane jej pensjonaty. Docieramy do bliższego – cena za 2 osoby 45 lewa , targujemy do 40 lewa, bo pieniądze nam się już kończą. Jesteśmy już zmęczeni, słońce parzy. Płacimy od razu, kobieta bierze bez słowa pieniądze,  wskazuje na trzecie łóżko w naszym pokoju i mówi,  aby go nie używać i umyka. Trafiliśmy tym razem do złego mięsożernego plemienia. Kładę się na łóżku. Chwile, gdy po wysiłku, można się położyć i odpocząć to chwile szczęścia. Czuję zapach swojego potu, gorące napuchnięte stopy parują, a w głowie uczucie niesamowitej błogości. Gdy jesteśmy w dolinach małe rzeczy, jak komórka czy aparat  lecą mi z rąk, na prostej nizinnej drodze zaliczyłam dwie dość poważne wywrotki. Zdaje się, że organizm przestawił się na tryb poważny, wyżynny. Tu wielkie łapy potrzebne są do podnoszenia i zarzucania 15 kg plecaka na plecy, trzymania kijków, czy wspinaczki w terenie skalistym, zaś utrzymanie drobnej filiżanki espresso jest czynnością wyjątkowo trudną.
Zwiedzamy Monastyr nieczynny wewnątrz i bez możności robienia zdjęć.
Zwiedzamy tylko podwórzec, wchodzimy przez tą bramę co widać na zdjęciu, ale  nie możemy wejść do środka budynków, ani tez udokumentować tego.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20658.JPG]

Idziemy na zakupy do pobliskiego Baczkowa, bo musimy kupić mastikę – najlepszy, naszym zdaniem, alkohol bułgarski. W Baczkowie jest tylko jeden sklep spożywczy i jest w nim akurat przyjęcie towaru, ale sprzedawczyni widząc że zaglądamy przez szybę, otwiera nam. Na półce stoi jedna jedyna ostatnia mastika w przystępnej cenie, jakby czekała na nas.
Przygotowujemy się do jutrzejszej podróży rano do Sofii. Tata w Polsce przygotował rozkład jazdy z internetu – poranny autobus do Sofii ma być o 7.45. W Czepełare spisaliśmy rozkład autobusów jadących przez Baczkowo do Sofii, nie bardzo potrafimy zidentyfikować, który z nich miałby tu być o 7.45.  Rozkład jazdy na przystanku w Baczkowie w ogóle jest jakiś inny.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20659.JPG]

Wypatrujemy  w barze przy drodze jakiegoś autobusu do Sofii. (Przy Monastyrze jest piękna droga restauracja i przydrożny miejscowy bar, już nie tak piękny. Wybieramy oczywiście tańszą  opcję.) Nagle, pisząc dziennik, widzę jak Tata podrywa się z krzesła i pięknym sprintem biegnie 20 m w kierunku przystanku. Podjechał autobus, inny, na Płowdiw, ale może kierowca będzie miał jakieś informacje. Niestety, Tata dowiedział się jedynie, że obstawiamy dobry przystanek. Plączemy się wzdłuż głównej drogi, wypatrując autobusów i próbując ustalić, ile czasu jedzie się z Czepełare do Baczkowa. Siadamy w Baczkowie w kolejnym barze przy drodze. Za ostatnie lewa pijemy pożegnalne piwo, szkoda żegnać się z górami.
W pensjonacie prosimy o wrzątek, bo już skończył nam się gaz,  dostajemy grzałkę i przypominamy sobie o istnieniu tego urządzenia. Chyba weźmiemy je na przyszłą wyprawę.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20663.JPG]

[Obrazek: BULGARIA%202009%20664.JPG]

Od 7.30 koczujemy na przystanku, żeby załapać się na jakiś autobus do Sofii. O 7.45 podjeżdża autobus, jedzie przez Asenowgrad, omija Płowdiw. Bilet kosztuje 15 lewa/os., starcza nam prawie na styk, około 10-tej jesteśmy w Sofii.
I to jest koniec naszych opowieści.
Stron: 1 2 3 4